Archiwum bloga

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominik. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 lutego 2015

Anatomia... zimy?! Część 1.

Emila zapytała mnie kiedyś w komentarzach - a było to już dawno, dawno temu - czy mógłbym powołać do życia Anatomię zimy, kiedy to nie ma tyle nauki, są ferie, i dzieje się coś ciekawszego, niż zazwyczaj. I tak ten pomysł kiełkował we mnie dniami i miesiącami, a ja tymczasem nic nie pisałem, i nic nie pisałem...

Jutro Dzień Myśli Braterskiej - wszyscy harcerscy znajomi ustawiają na Facebooku jakieś fajne branżowe zdjęcia profilowe, i tak w poszukiwaniu jakiegoś korzystnego dla siebie, uruchomiłem dysk zewnętrzny, a tam... masa zdjęć, które nie widziały jeszcze światła dziennego, i związanych z nimi historii!

Umówmy się - te wakacje, jeśli chodzi o stawianie sobie wyzwań, nie były dla mnie tak owocne jak poprzednie, ale... nie mogę przecież spisać ich na straty!

Część 1. Anatomii zimy będzie więc o lecie - o naszej wyprawie rowerowej. Jej trasę prześledzić można tutaj:

Było nas trzech: Marcin, ja i Dominik:




Z Dominikiem znam się od przysłowiowego gówniarza, bo jeszcze sprzed pierwszej podstawówki. Potem 9 lat w jednej klasie, 3 w jednym liceum, i tak jakoś - do dzisiaj.

Marcina poznałem natomiast półtora roku temu, na wyprawie rowerowej nad morzem, i to dzięki osobom, z którymi raczej się już nie kumplujemy. I tak jakoś zgrały się te nasze głupie charaktery, że lubimy się, śmiejemy się z tych samych głupich rzeczy, i mimo tego, że zupełnie inni - utrzymujemy cały czas kontakt.

Ale! O wyprawie. Zaczęliśmy od Gorlic, i podziwiając Beskid Niski, z międzylądowaniem (między-kąpaniem?) w Klimkówce dojechaliśmy do Wysowej na pierwszy nocleg. Nigdy nie zapomnę nawałnicy, jaka się przetoczyła wtedy nad nami w nocy...

 

Drugiego dnia przekroczyliśmy polsko-słowacką granicę i, pokonując kolejne pi... piękne górki, udaliśmy się w stronę jeziora Domasza.


 

Niestety - tego dnia pogoda zdecydowanie nie była naszym sprzymierzeńcem...

 

Na dodatek opona w rowerze Marcina co chwilę płatała nam figle, i średnio dwa razy dziennie musieliśmy zatrzymywać się i poświęcać jej czas, co wyglądało mniej więcej tak:

 

Jak się o tym teraz myśli, to człowiek tylko się śmieje, ale wtedy... Krew nas zalewała. Pamiętam, że jadąc, powtarzałem sobie: Nigdy więcej! A teraz? Już tęsknię za jazdą i nie mogę doczekać się nadchodzącego wiosennego sezonu! Zresztą - te miny mówią przecież, że nie było chyba aż tak źle?


 



Na Słowacji zatrzymywaliśmy się na kempingu nad Domaszą, potem gdzieś w okolicach Lenartowa na prywatnej posesji przy restauracji, w której jedliśmy kolację, a potem, już w Polsce, w Czorsztynie, gdzie udało nam się skorzystać z promocji na prysznic. :)


W przedsięwzięciach takich, choćby tak amatorskich jak ta wyprawa, wszystkie trudy zawsze wynagradzają widoki. Większość poniższych zdjęć to, z tego, co pamiętam, dzieło Dominika, któremu - muszę to przyznać - dobrej ręki do zdjęć odmówić nie można!







 

Generalnie teren do jazdy wybraliśmy sobie o wiele trudniejszy, niż rok wcześniej - ciągłe podjazdy dawały się we znaki. Ostatecznie jednak dobrnęliśmy do końca, który - to trzeba przyznać - nastąpił nieco wcześniej, niż założyłem. Pierwotnie chciałem, żeby wyprawa trwała 10 dni i kończyła się na Śląsku Cieszyńskim (a konkretnie - w Cieszynie właśnie), ale ciągłe usterki, niska liczebność grupy, mój zbliżający się egzamin poprawkowy z fizjologii i momentami niekoniecznie najwyższe morale przesądziły o wcześniejszym zakończeniu. I tak z Nowego Targu Marcin pojechał do Warszawy, a my z Dominikiem - do Gorlic.

A dziś? Dzisiaj przyjechali do mnie na Śląsk rodzice, bo od środy jest tu ze mną mój brat, Miłosz. I tak sobie jeździmy tu i tam. :) Zdaję sobie sprawę, że to co teraz opisuję może być dla kogoś śmieszną błahostką, bo nie są to wielkie podróże, ale... Tak krawiec kraje, jak mu materii staje - to raz. Na wielkie podróże jeszcze przyjdzie czas - to dwa. I tak jest fajnie - to trzy, a może nawet przede wszystkim? :)

A oto fragment z Kodeksu Wędrowniczego:

Wędrownik - stale uprawia wędrówki, wędruje w zimie, w lecie, na wsi, w mieście, tropi miejsca, gdzie może być pożyteczny. Drogę jego wędrówki wyznaczają wartości zawarte w Prawie i Przyrzeczeniu Harcerskim.

W tym coś jest, i jak się tego bakcyla złapie, to już to potem w człowieku siedzi.

Tak... Chyba tym harcerskim akcentem przyjdzie mi zakończyć, i z okazji zbliżającego się, jutrzejszego Dnia Myśli Braterskiej, życzyć wszystkiego dobrego wszystkim - tak harcerzom, jak i nie-harcerzom, ex-harcerzom i wszystkim innym! :)

Do napisania - bo skoro jest 1. część, to wypadałoby napisać i drugą! :)

środa, 30 lipca 2014

Z górki.

Dziwnie trochę tego roku... Za chwilę kończy się lipiec, a ja tak średnio czuję, że są wakacje... I chociaż byłem nad morzem, chociaż mogę spać dłużej i nie uczę się jeszcze (dopiero zaczynam czytać tę fizjologię), to jakoś tak inaczej, niż rok temu o tej porze...

W związku z powyższym trudniej nieco o motywację. Ale już z górki. Za dwa tygodnie wyjeżdżamy na wyprawę rowerową, więc w niedzielę Dominik wyciągnął mnie na rowerze na dość fajną trasę na rozruszanie się. I, powiem szczerze, na początku przeraziłem się swoją kondycją... Studia medyczne nie są idealnym miejscem dla osób aktywnych, ale, na szczęście, w wakacje zawsze można nadrobić.

Niedzielna trasa przebiegała tak (odpowiednie miejscowości wykreśliłem z Wyzwania lata):

https://www.endomondo.com/workouts/380310369/4068443
https://www.endomondo.com/workouts/380244900/4068443

Zegarek Garmina spisuje się jak trzeba, polecam każdemu, zwłaszcza prześledzić aukcje na eBayu i kupić używany. Ja za swój, z przesyłką z USA, zapłaciłem ok. 150 zł! :)

Na siłownię chodzę trzy razy w tygodniu - poniedziałek, środa, piątek. Na razie, w tym i następnym tygodniu, robię ćwiczenia obwodowe wg programu z Men's Health, a po wyprawie będę robił ćwiczenia na poszczególne partie.

A dzisiaj Dominik pojechał wybadać, jak się sprawy mają na Klimkówce - windsurfing, kajaki, rowerki wodne; czemu nie? Dobrze, że coś tam się dzieje, bo okolica jest piękna.

Jak słusznie zauważył Michał, coraz więcej tych blogów, zwłaszcza sportowych - ale to chyba dobrze? :) Nie jestem osamotniony w tym medycznym popędzie do aktywności fizycznej (w moim przypadku - szczególnie wakacyjnym); moje koleżanki z roku także prowadzą blogi o podobnej jak Anatomia lata tematyce - zapraszam do nich! :)


I ja także powoli się rozkręcam, mam nadzieję, że zanim skończą się wakacje, Anatomia... hulała będzie jak w zeszły roku. No i że będzie pompa! :)

poniedziałek, 21 lipca 2014

Plany, plany, plany...

Tak jeszcze nie było, żebym się wieczorem 21 lipca przymierzał do rozpoczęcia wakacji...

Nie znaczy to, oczywiście, że te dwa i pół tygodnia, które upłynęły od 3 lipca, od ostatniego egzaminu, były czasem straconym! Ale tak naprawdę wielkie plany zaczynają się właśnie teraz.

Rozprostowałem już i wygrzałem kości w Gdańsku, gdzie przez przeszło tydzień byliśmy z rodzicami u naszych przyjaciół. Pogoda przez większą część czasu była znakomita, jak nie nad Bałtykiem. Mimo początkowej mojej niechęci wczasy udały się i wypocząłem.

A teraz coś, na co czekałem cały rok - ruch, bo ruch to zdrowie. Jutro wybieramy się z Dominikiem na Biorytm, popołudniu może jakiś rower, a potem może zacznę już coś z fizjologią? Znalazłem specjalne wydanie Men's Health z gotowym planem treningowym i atlasem ćwiczeń dla takich, jak ja właśnie, i najwyższa pora zacząć systematyczne treningi.

Już za nieco ponad trzy tygodnie kolejna wyprawa rowerowa. Tym razem organizuję ją sam, więc pora łapać kondycję, żeby nie skompromitować się na trasie! To trochę blisko poprawki z fizjologii, ale powiedziałem, że choćby skały srały - i tak pojadę! A wyjeżdżamy z Beskidu Niskiego, i przez Słowację i Pieniny, częściowo Czechy, finiszujemy na Śląsku Cieszyńskim.

W ramach przygotowań w te wakacje musi udać się zaliczyć na rowerze wszystkie miejscowości powiatu - Wyzwanie lata 2014 na tapecie!

Dobrze - coś dla ciała. A dla umysłu? Poprawka z fizjologii, już 2 września. A potem kolejny miesiąc wakacji. W sumie dobrze, że tak się stało, liczyłem się z taką możliwością i podświadomie wiedziałem, że wyjdzie mi to na dobre, choć, oczywiście, każdy wolałby mieć wszystko zaliczone... Ale z trzech egzaminów, które mieliśmy w sesji, najlepiej było uwalić właśnie fizjologię (najprostszy z egzaminów!), bo to, czego się teraz na spokojnie i bez przymusu nauczę, przyda mi się potem.

Dobrze byłoby też zdążyć przerobić taką fajną małą książeczkę, którą kupiłem sobie kiedyś do nauki hiszpańskiego, no i poćwiczyć co nieco na gitarze...

Tak się sprawy mają na chwilę obecną. Wakacje to naprawdę mój czas - mam zamiar wykorzystać go w stu procentach, więc... Biorę się do roboty! :)

poniedziałek, 23 września 2013

GoHaRT i przemeblowanie

GoHaRT, GoHaRT, i po GoHaRcie... Czas biegnie bardzo szybko - już za kilka dni zacznie się nowy rok akademicki, który przyniesie nowe wyzwania i to wyzwania całkiem spore, wnioskując z podstawie planu, który się pojawił w piątek.

Ale dobrze - niech się dzieje! Stwierdziliśmy zgodnie z Michałem, niesieni emocjami, że uwielbiamy te studia, że lubimy podejmować rękawicę, którą nam nieustannie rzucają, i przede wszystkim, że zdrowa rywalizacja jest tym, co motywuje i nakręca nas najbardziej.

Ha! I udało mi się zapisać, na razie wstępnie, na cudowne, jak się zdaje, fakultety - Anatomiczne podstawy postępowania lekarskiego, Podstawy prowadzenia badań naukowych, Współczesne zagrożenia ekologiczne a zdrowie człowieka. No przecież to nawet ciekawie brzmi! Wybór uczelni i kierunku studiów - mogę to śmiało powiedzieć po pierwszym, szczęśliwie zakończonym roku - zdecydowanie był szczęśliwy!

Teraz zastanawiam się, jak będzie wyglądał ten tydzień? Wszystko jest na razie w fazie planu... Do Zabrza wrócę chyba już w czwartek, żeby nie przepadły mi rezerwacje książek w bibliotece, a zanim zacznie się nauka zahaczę pewnie jeszcze o Norymberską, gdzie mnie zaprosiły Gaba i Kinga.

GoHaRT - ten nie był najlepszym, na jakim byłem... Na moje odczucia chyba wpływa parę pewnie niewiele znaczących niuansów, a przede wszystkim dość oszczędny entuzjazm w odniesieniu do pomysłu pójścia na rajd w ogóle. Ale, czego by nie mówić, to i pochodziliśmy trochę, i pośmialiśmy się, i postrzelaliśmy się w nocy z paintballi. Spaliśmy w ciągu obu nocy może z sześć godzin, jak za dawnych czasów, a nasz patrol - Kurczak, ryż i kontrapunkt - był po prostu rewelacyjny!

Trasa nie była może i najszczęśliwsza, bo nie lubię, gdy idzie się dwa razy tą samą drogą, tak, jak nie lubię, gdy się przede mną chowa Beskidzkie Morskie Oko. Ale jeśli chodzi o dystans, to jak na taki GoHaRT, gdzie idą harcerze w różnym wieku i różnej kondycji, był on zdecydowanie odpowiedni - szkoda tylko, że wyszliśmy popołudniu, po obiedzie, no i że taki kawał szliśmy asfaltem...

http://www.endomondo.com/workouts/248210851/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/248427281/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/248508547/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/248668736/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/248686065/4068443

Zdjęć nie mam na razie prawie w ogóle, jedynie to, co miałem na telefonie, i to, co wysłała mi Gaba.


 
Co dalej? Rower? Biorytm? Zabrze? Ostatnie przed wyjazdem na studia odwiedziny u rodzinki? Basen? Ciąg dalszy podczytywania anatomii i genetyki? Pomysłów mnogość, czasu już niewiele... Wszystko muszę sobie rozsądnie ułożyć, żeby i końcówka wakacji była tak dobra, jak wszystko, co do tej pory...

Jak na razie wziąłem się za coś, co uwielbiam robić - wczoraj około siedemnastej zamiast położyć się i odespać co nieco, zacząłem przemeblowywać u siebie w pokoju. "W trakcie" wyglądało to mniej więcej tak:




Nie udało mi się skończyć przed Master Chefem, więc dziś rano, jak zawiozłem Miłosza do miasta, musiałem dokończyć, ale ogólny efekt przypadł mi do gustu.




To niby tylko przestawienie paru mebli, ale dla mnie to zmiana, której potrzebowałem od dłuższego czasu. Nie wiem, z czego to wynika, ale uwielbiam zmiany, i uwielbiam, jak coś się dzieje w moim życiu. Panta rhei, mawiali - i coś w tym jest!

środa, 18 września 2013

Złość

Ponoć złość piękności szkodzi... Cóż - jako, że nie mam w tej materii nic do stracenia, złoszczę się dzisiaj cały dzień. A jest o co!

Zaplanowałem, że wybierzemy się dzisiaj na rower, na dwa dni. Trasa bardzo fajna i ciekawa (dzień pierwszy: http://www.endomondo.com/routes/246239374, dzień drugi: http://www.endomondo.com/routes/246609046). Naprawdę cieszyłem się jak głupi, wierzyłem, że dziś i jutro będzie pogoda, choć wszyscy podchodzili do tego mega sceptycznie. Wypożyczyłem klucze do domku w Wysowej do taty z pracy i co? Poza jednym Dominikiem nikomu się nie chciało nigdzie jechać! A i Dominik wyjechać mógł dopiero późnym popołudniem, więc cały plan wziął w łeb... Bo co to za frajda jechać samemu?

Ja nie wiem... Potem płaczą wszyscy - a to, że się nudzą, a to, że nie mają perspektyw, planów, możliwości, a to, że nigdzie nie byli, że nic nie widzieli... Może i Beskid Niski to nic nowego - nasze rodzinne strony - ale założę się, że sporo osób mimo wszystko nie było w wielu jego zakątkach! Zresztą - to przecież frajda wyrwać się z domu, zrobić coś ciekawego, korzystać z ostatnich chwil lata... Zawsze można sobie jakoś zorganizować czas, jeśli tylko się chce! Nie każdy ma może szansę, żeby podróżować po świecie, ale losowi trzeba dopomagać, i robić tyle, ile się da, w miarę swoich możliwości. Trzeba korzystać z życia, bo kto wie, ile nam jeszcze zostało. No co? Trzeba, po prostu trzeba coś robić, a nie tylko siedzieć w Internetach i tyć!

CARPE DIEM!!!

Szukając zatem ukojenia dla zszarganych nerwów i alternatywnego zajęcia, wyciągnąłem dzisiaj nareszcie gitarę, i pograłem na niej chyba z godzinę; przypomniałem sobie wszystkie h7 i inne cis7, no a przede wszystkim naprawiłem stroik, który nie działał już od jakichś dwóch lat.

Potem ugotowałem sobie obiad. Ostatnio staram się jeść zdrowo, w czym mnie bardzo wspiera mama (czasem wczuwa się aż nazbyt, wciskając we mnie różne dziwne warzywa), ale dzisiaj pozwoliłem sobie na coś wyjątkowo tłustego - na frytki. Frytki te zrobiłem z ziemniaczków od sąsiada, wyszły idealnie chrupkie i idealnie złote, niezbyt słone, tak jak lubię. Do tego zjadłem kaczkę, którą upiekła mi kiedyś mama, i którą przygrzałem tylko w mikrofali. Czymś zdrowszym była natomiast marchewka z groszkiem, którą udusiłem i przygotowałem sobie również sam. Jak na pierwszy raz wyszła cudowna! Nie mam, niestety, zdjęcia - byłem bardzo głodny, podjadałem już przygotowując jedzenie, a kiedy było gotowe, wszystko zjadłem szybko... Liczę więc, że uwierzycie mi na słowo! :)

Żeby nie zaliczać tego dnia do zmarnowanych, pod wieczór skosiłem jeszcze trawę, żeby nie musieć robić tego w przyszłym tygodniu. Dalej mam nadzieję, że może w przyszłym tygodniu ludzie się obudzą i przestaną wreszcie, jak to zwykle mawia Dominik, kisić w domu ogóra... To właściwie ostatni dzwonek - sezon rowerowy nie skończy się być może z początkiem roku akademickiego, ale więcej już w Beskidzie w tym roku nie pojeżdżę, bo rower zabiorę ze sobą do Zabrza.

Dwie powyższe trasy, które ułożyłem, dają mi jeszcze spore szanse na zaliczenie wszystkich miejscowości powiatu w lecie, a więc ukończenie mojego wyzwania.

W poniedziałek byliśmy z Dominikiem na Biorytmie.
http://www.endomondo.com/workouts/246432363/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/246432848/4068443

Powoli zaczynam zastanawiać się, co z moją siłownią będzie w Zabrzu. Czy znajdę odpowiednie miejsce i czas? Bardzo chciałbym... Widzę, jak powolutku zmienia się moje ciało; wbiłem się w odpowiedni rytm, który nakazuje mi ciągle być w ruchu, ciągle coś robić. Podoba mi się to, nie chcę z tego rezygnować wbrew temu, co mówią inni - nawet ci całkiem bliscy. Ostatecznie to moje życie, i tylko ja wiem, jak chcę, żeby wyglądało...

Na koniec, żeby zakończyć pozytywnie, chciałbym tylko wspomnieć, że do świata blogerów dołączyły właśnie dwie moje sympatyczne koleżanki, przyjaciółki - Maria i Emila. Dziewczyny prowadzą bloga Make life Lemko. Życzę im dużo wytrwałości i wielu pomysłów, bo z tego, co widzę do tej pory, zapowiada się naprawdę ciekawie! :)

Make life Lemko - blog Marii i Emilii: www.makelifelemko.blogspot.com

Wszystkich Was, którzy tu wchodzicie, serdecznie zapraszam w odwiedziny na blogu dziewczyn. Ostatnio dowiedziałem się, że jest Was całkiem sporo - niby mam wgląd w statystyki, ale to tylko bezduszne cyfry, tymczasem okazuje się, że sporo moich z Was jest ze mną wirtualnie, za co wielkie dzięki! :)

sobota, 14 września 2013

Krótka Beskidzka wyprawa

A dzisiaj nareszcie pogoda i czas pozwoliły wybrać się na dalszy wyjazd na rowerze - razem z Dominikiem zrobiliśmy dzisiaj prawie 60 km. Mieliśmy niby jechać trasą, o której kiedyś już pisałem, ale wyszło inaczej...

http://www.endomondo.com/workouts/245657743/4068443

Zamiast skręcić na Zagórzany, już na samym początku pojechaliśmy Mszanką i Moszczenicą w stronę Siedlisk. Cóż... Bez porównania ciężej jeździ się jednak u mnie w Beskidzie, niż nad morzem! Wyskrobać się pod Siedliska czy pod Brzanę - kosztuje to trochę siły, za to warto - frajda ze zjazdu w dół z takiej górki jest nieziemska, a i widoki całkiem-całkiem.


Szkoda, że w Brzanie użądlił Dominika szerszeń, i musieliśmy do Gorlic wracać wcześniej, niż planowaliśmy...

Prawie 9 dodatkowych kilometrów zrobiłem sam, dojeżdżając do Gorlic i wracając z nich.

http://www.endomondo.com/workouts/245554981/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/245687949/4068443

Wczoraj w Dark Pubie żegnaliśmy się z Moniką, która jutro wyjeżdża już do Białegostoku na studia. Tak się akurat złożyło, że było to pewnie i moje ostatnie na dłuższą chwilę spotkanie z Marią, która jutro również wyjeżdża już na studia, tyle, że do Wrocławia. Nie wiem, czy zobaczymy się przed weselem Anetki. A jeszcze w tym tygodniu chadzaliśmy razem na Biorytm... Za szybko zleciało!

http://www.endomondo.com/workouts/243944328/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/243944800/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/244769079/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/244770789/4068443

I tak sobie wczoraj posiedzieliśmy z Dominikiem i Sitą jeszcze w mieście, jak nas już dziewczyny zostawiły. Potem przyłączyła się do nas jeszcze Kasia, i w ten oto sposób powstała nazwa naszego patrolu na przyszłotygodniowy GoHaRT - Kurczak, ryż i kontrapunkt. Będzie fajnie, tak czuję. Aż zachciało mi się iść! :)

poniedziałek, 9 września 2013

Idzie jesień...

Wielkimi krokami zbliża się jesień... Noce całkiem już zimne, dni coraz chłodniejsze, na jutro zapowiadają załamanie pogody...

Nie udało się wyjechać w niedzielę na dłuższą trasę - nie było z kim, a ja nie lubię jeździć samemu; nie mam się wtedy nawet do kogo odezwać, średnia to przyjemność... Ale ten jeszcze tydzień na pewno wykorzystam, już ugadywałem się z Ostoją, że machniemy przy ładnej pogodzie te 80 km - może ostatnie w sezonie? Pewnie ostatnie w Beskidzie, bo rower wezmę na Śląsk...

Chociaż nie - prawdę powiedziawszy to mam jeszcze sporo miejscowości do zaliczenia... Kto wie, a może jednak się uda? Jadąc na trasę, którą sobie kiedyś zaplanowałem, zajrzę do sporej części z nich...

Tak w telegraficznym skrócie - co u mnie na sportowo?

W niedzielę jeździłem na rowerku z bratem:

http://www.endomondo.com/workouts/242981202/4068443

W czwartek byłem na basenie z Arkiem:
http://www.endomondo.com/workouts/241457464/4068443

W środę znów ćwiczyłem z Dominikiem i Marią, po czym zakwasy mięśni brzucha dawały mi o sobie znać chyba do soboty:
http://www.endomondo.com/workouts/241060255/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/241073888/4068443

A jak sobie popołudniu zapomniałem o zabraniu telefonu z samochodu, to tak jak stałem ubrany, musiałem szybko jechać pod Lidla. Wracać mogłem nieco wolniej:
http://www.endomondo.com/workouts/241075777/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/241076815/4068443

W sobotę miałem kilka domowych obowiązków, więc jeśli idzie o sport - cisza. Potem jeszcze mieliśmy gości, w niedzielę też, i tak w sumie zleciał weekend...

Dzisiaj załatwiałem dokumenty w związku ze stypendium i siłownię musiałem przełożyć na jutro, bo termin pili...

Wiem, że bez sensu ten wpis... Trudno. Za to znalazłem coś rewelacyjnego w Internetach:


Genialny jest ten obrazek! Mam go na tapecie u siebie, u babci, i jeszcze w tle na Facebooku.