Ponoć złość piękności szkodzi... Cóż - jako, że nie mam w tej materii nic do stracenia, złoszczę się dzisiaj cały dzień. A jest o co!
Zaplanowałem, że wybierzemy się dzisiaj na rower, na dwa dni. Trasa bardzo fajna i ciekawa (dzień pierwszy: http://www.endomondo.com/routes/246239374, dzień drugi: http://www.endomondo.com/routes/246609046). Naprawdę cieszyłem się jak głupi, wierzyłem, że dziś i jutro będzie pogoda, choć wszyscy podchodzili do tego mega sceptycznie. Wypożyczyłem klucze do domku w Wysowej do taty z pracy i co? Poza jednym Dominikiem nikomu się nie chciało nigdzie jechać! A i Dominik wyjechać mógł dopiero późnym popołudniem, więc cały plan wziął w łeb... Bo co to za frajda jechać samemu?
Ja nie wiem... Potem płaczą wszyscy - a to, że się nudzą, a to, że nie mają perspektyw, planów, możliwości, a to, że nigdzie nie byli, że nic nie widzieli... Może i Beskid Niski to nic nowego - nasze rodzinne strony - ale założę się, że sporo osób mimo wszystko nie było w wielu jego zakątkach! Zresztą - to przecież frajda wyrwać się z domu, zrobić coś ciekawego, korzystać z ostatnich chwil lata... Zawsze można sobie jakoś zorganizować czas, jeśli tylko się chce! Nie każdy ma może szansę, żeby podróżować po świecie, ale losowi trzeba dopomagać, i robić tyle, ile się da, w miarę swoich możliwości. Trzeba korzystać z życia, bo kto wie, ile nam jeszcze zostało. No co? Trzeba, po prostu trzeba coś robić, a nie tylko siedzieć w Internetach i tyć!
CARPE DIEM!!!
Szukając zatem ukojenia dla zszarganych nerwów i alternatywnego zajęcia, wyciągnąłem dzisiaj nareszcie gitarę, i pograłem na niej chyba z godzinę; przypomniałem sobie wszystkie h7 i inne cis7, no a przede wszystkim naprawiłem stroik, który nie działał już od jakichś dwóch lat.
Potem ugotowałem sobie obiad. Ostatnio staram się jeść zdrowo, w czym mnie bardzo wspiera mama (czasem wczuwa się aż nazbyt, wciskając we mnie różne dziwne warzywa), ale dzisiaj pozwoliłem sobie na coś wyjątkowo tłustego - na frytki. Frytki te zrobiłem z ziemniaczków od sąsiada, wyszły idealnie chrupkie i idealnie złote, niezbyt słone, tak jak lubię. Do tego zjadłem kaczkę, którą upiekła mi kiedyś mama, i którą przygrzałem tylko w mikrofali. Czymś zdrowszym była natomiast marchewka z groszkiem, którą udusiłem i przygotowałem sobie również sam. Jak na pierwszy raz wyszła cudowna! Nie mam, niestety, zdjęcia - byłem bardzo głodny, podjadałem już przygotowując jedzenie, a kiedy było gotowe, wszystko zjadłem szybko... Liczę więc, że uwierzycie mi na słowo! :)
Żeby nie zaliczać tego dnia do zmarnowanych, pod wieczór skosiłem jeszcze trawę, żeby nie musieć robić tego w przyszłym tygodniu. Dalej mam nadzieję, że może w przyszłym tygodniu ludzie się obudzą i przestaną wreszcie, jak to zwykle mawia Dominik, kisić w domu ogóra... To właściwie ostatni dzwonek - sezon rowerowy nie skończy się być może z początkiem roku akademickiego, ale więcej już w Beskidzie w tym roku nie pojeżdżę, bo rower zabiorę ze sobą do Zabrza.
Dwie powyższe trasy, które ułożyłem, dają mi jeszcze spore szanse na zaliczenie wszystkich miejscowości powiatu w lecie, a więc ukończenie mojego wyzwania.
W poniedziałek byliśmy z Dominikiem na Biorytmie.
http://www.endomondo.com/workouts/246432363/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/246432848/4068443
Powoli zaczynam zastanawiać się, co z moją siłownią będzie w Zabrzu. Czy znajdę odpowiednie miejsce i czas? Bardzo chciałbym... Widzę, jak powolutku zmienia się moje ciało; wbiłem się w odpowiedni rytm, który nakazuje mi ciągle być w ruchu, ciągle coś robić. Podoba mi się to, nie chcę z tego rezygnować wbrew temu, co mówią inni - nawet ci całkiem bliscy. Ostatecznie to moje życie, i tylko ja wiem, jak chcę, żeby wyglądało...
Na koniec, żeby zakończyć pozytywnie, chciałbym tylko wspomnieć, że do świata blogerów dołączyły właśnie dwie moje sympatyczne koleżanki, przyjaciółki - Maria i Emila. Dziewczyny prowadzą bloga Make life Lemko. Życzę im dużo wytrwałości i wielu pomysłów, bo z tego, co widzę do tej pory, zapowiada się naprawdę ciekawie! :)
Make life Lemko - blog Marii i Emilii: www.makelifelemko.blogspot.com
Wszystkich Was, którzy tu wchodzicie, serdecznie zapraszam w odwiedziny na blogu dziewczyn. Ostatnio dowiedziałem się, że jest Was całkiem sporo - niby mam wgląd w statystyki, ale to tylko bezduszne cyfry, tymczasem okazuje się, że sporo moich z Was jest ze mną wirtualnie, za co wielkie dzięki! :)
Blogo-motywator i przede wszystkim pamiętnik z wakacji pewnego studenta medycyny. Twór wysycony nadzieją na spełnienie wakacyjnych planów, okraszony dozą mniej lub bardziej głębokich refleksji, podany ze szczyptą autoironii.
Archiwum bloga
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złość. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 września 2013
Złość
Etykiety:
Beskid Niski,
Dominik,
gotowanie,
Internet,
kuchnia,
niepowodzenie,
rower,
siłownia,
wyprawa,
Wysowa,
wyzwanie,
złość
Lokalizacja:
Gorlice, Polska
Subskrybuj:
Posty (Atom)