No i zaczęło się - jeszcze dwa lata temu sam biegłbym do szkoły, tymczasem w perspektywie mam jeszcze miesiąc wakacji... I to miesiąc, który zawsze jakoś tak dobrze mi się kojarzył - wrzesień. Chwała Panu, że nie mam żadnej poprawki, i mogę ten czas wykorzystać jak chcę.
Minione półtora tygodnia, odkąd wróciłem, to spotkania, spotkania, i jeszcze raz spotkania. Jakby nie patrzeć, odnowienie gorlickich znajomości to bardzo ważna i miła rzecz - a to byłem u Marii, a to u Pana Boga, gdzie spotkałem sporo osób z klasy z liceum, a to rodzina z Niemiec była u nas...
Zrobiłem u siebie w pokoju namiastkę przemeblowania - przestawiłem
łóżko i stolik z fotelami. To właściwie wszystko, co da się zrobić, bo
mój pokój, choć przestronny, jest raczej nieustawny z uwagi na położenie
na poddaszu... Natomiast prawdziwą rewolucję i porządek zrobiłem
wczoraj przy niewielkiej pomocy taty w szopie na narzędzia i w garażu -
posprzątałem, powyrzucałem niepotrzebne rzeczy, zrobiłem miejsce na
rowery, ale przede wszystkim, co zawsze podobało mi się najbardziej,
powiesiłem narzędzia na ścianie.
A teraz w dalszym ciągu odpoczywam, choć w ten zły, bierny sposób... Endomondo mniej więcej od półtora tygodnia właśnie karygodnie świeci pustkami, zatem czas kupić karnet na Biorytm, i korzystać, póki można, coby potem sobie w brodę nie pluć, lub w brzuch przeogromny, co gorsza. Basen? I owszem! Zapowiada się na to, że będę teraz jeździł z Miłoszem co rano do miasta, zatem znów będzie i motywacja. Bo o ile spanie jest przyjemne, i kocham je nad życie, o tyle jak wstanie się po dziesiątej, to dnia nie ma prawie w ogóle - zmarnowany i już...
Blogo-motywator i przede wszystkim pamiętnik z wakacji pewnego studenta medycyny. Twór wysycony nadzieją na spełnienie wakacyjnych planów, okraszony dozą mniej lub bardziej głębokich refleksji, podany ze szczyptą autoironii.
Archiwum bloga
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzątanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzątanie. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 września 2013
niedziela, 30 czerwca 2013
Owczary
Dzisiaj śmiało mogę powiedzieć, że czuję się spełniony.
Rano wstałem po godzinie dziewiątej na śniadanie, które zrobiła nam wszystkim mama. Zjadłem, grzecznie spytałem, czy będziemy pić kawę, i dowiedziawszy się, że nie, bo po mamę i Miłosza zaraz przyjadą babcia z dziadziem i pojadą do kościoła, poszedłem spać dalej - do godziny jedenastej trzydzieści! Uwielbiam spać, a jak na razie zanosi się na to, że to chyba ostatni raz, kiedy wysypiam się do tak późnej godziny - od jutra zaczynam praktyki w gorlickim szpitalu, więc trzeba mi będzie wstawać co rano do roboty. Stary jestem już...
Wieczorem uprasowałem sobie fartuch i zrobiłem porządek w ubraniach - a więc śmiało mogę odhaczyć kolejną rzecz z listy z planami.
Ale jeszcze popołudniem udało mi się zrobić na rowerze ponad 37 km, tak na dobry początek. Zaraz po obiedzie przykręciliśmy z dziadziem błotniki, i okazało się, że to dobra decyzja, bo wybrałem się w towarzystwie Sity do Owczar.
http://www.endomondo.com/workouts/209931005/4068443
Co Beskid Niski, to Beskid Niski - jest piękny o każdej porze roku. Trochę zastanawialiśmy się, czy nie zacznie lać, bo deszcz wisiał w powietrzu, a my postanowiliśmy dojechać aż do końca drogi asfaltowej, a nawet wyżej, do rzeki, nad którą usiedliśmy sobie na drewnianym, sfatygowanym przez burzę chyba mostku.
Oczywiście nie obyło się na tym mostku i jeszcze później bez sweet foci. Widać niektórzy przez studia praktykowali. Pierwsze zdjęcie robiłem ja, drugie Justyna - oceńcie, które bardziej się Wam podoba.
W sumie to ten deszcz nam niestraszny!
Udało się zrobić zdjęcie cerkwi w Owczarach, ale nie udało się już zrobić uczciwej foci z ręki jadąc, i ujmując jednocześnie w kadrze i cerkiew, i siebie... Szkoda. Wpadłem na pomysł, żeby jeszcze w lipcu, w ramach treningu, odwiedzić każdą z miejscowości powiatu gorlickiego. A więc pozycja pierwsza - Owczary - już zaliczona.
Na koniec wspólnej jazdy z Justyną udało się rozwikłać tajemnicę z dzieciństwa - dowiedzieć się, dokąd prowadzi droga koło domu Beniamina. Dochodzi do drogi kończącej się na Łokietka, proszę Państwa, ale okazało się, że trochę zarosła, więc zawróciliśmy, zjechaliśmy do drogi głównej, i asfaltem już na tego Łokietka zjechaliśmy.
Pożegnaliśmy się z Justyną na Słowackiego za parkiem. Ja pojechałem jeszcze do cioci Doroty, a potem do cioci Ani, a Sita pojechała do siebie do domu.
http://www.endomondo.com/workouts/209999122/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/209999093/4068443
To dopiero początek! Ha, jest lans na imienny bidon z Powerade'a.
Jutro, też z Sitą, wybieramy się po moich praktykach na Biorytm na siłownię. A na razie nie pozostaje mi nic innego, jak udać się do spania, bo już jutro pierwszy dzień moich pierwszych w życiu praktyk w szpitalu! Ciekawe, co się wydarzy...
Rano wstałem po godzinie dziewiątej na śniadanie, które zrobiła nam wszystkim mama. Zjadłem, grzecznie spytałem, czy będziemy pić kawę, i dowiedziawszy się, że nie, bo po mamę i Miłosza zaraz przyjadą babcia z dziadziem i pojadą do kościoła, poszedłem spać dalej - do godziny jedenastej trzydzieści! Uwielbiam spać, a jak na razie zanosi się na to, że to chyba ostatni raz, kiedy wysypiam się do tak późnej godziny - od jutra zaczynam praktyki w gorlickim szpitalu, więc trzeba mi będzie wstawać co rano do roboty. Stary jestem już...
Wieczorem uprasowałem sobie fartuch i zrobiłem porządek w ubraniach - a więc śmiało mogę odhaczyć kolejną rzecz z listy z planami.
Ale jeszcze popołudniem udało mi się zrobić na rowerze ponad 37 km, tak na dobry początek. Zaraz po obiedzie przykręciliśmy z dziadziem błotniki, i okazało się, że to dobra decyzja, bo wybrałem się w towarzystwie Sity do Owczar.
http://www.endomondo.com/workouts/209931005/4068443
Co Beskid Niski, to Beskid Niski - jest piękny o każdej porze roku. Trochę zastanawialiśmy się, czy nie zacznie lać, bo deszcz wisiał w powietrzu, a my postanowiliśmy dojechać aż do końca drogi asfaltowej, a nawet wyżej, do rzeki, nad którą usiedliśmy sobie na drewnianym, sfatygowanym przez burzę chyba mostku.
Oczywiście nie obyło się na tym mostku i jeszcze później bez sweet foci. Widać niektórzy przez studia praktykowali. Pierwsze zdjęcie robiłem ja, drugie Justyna - oceńcie, które bardziej się Wam podoba.
W sumie to ten deszcz nam niestraszny!
Udało się zrobić zdjęcie cerkwi w Owczarach, ale nie udało się już zrobić uczciwej foci z ręki jadąc, i ujmując jednocześnie w kadrze i cerkiew, i siebie... Szkoda. Wpadłem na pomysł, żeby jeszcze w lipcu, w ramach treningu, odwiedzić każdą z miejscowości powiatu gorlickiego. A więc pozycja pierwsza - Owczary - już zaliczona.
Na koniec wspólnej jazdy z Justyną udało się rozwikłać tajemnicę z dzieciństwa - dowiedzieć się, dokąd prowadzi droga koło domu Beniamina. Dochodzi do drogi kończącej się na Łokietka, proszę Państwa, ale okazało się, że trochę zarosła, więc zawróciliśmy, zjechaliśmy do drogi głównej, i asfaltem już na tego Łokietka zjechaliśmy.
Pożegnaliśmy się z Justyną na Słowackiego za parkiem. Ja pojechałem jeszcze do cioci Doroty, a potem do cioci Ani, a Sita pojechała do siebie do domu.
http://www.endomondo.com/workouts/209999122/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/209999093/4068443
To dopiero początek! Ha, jest lans na imienny bidon z Powerade'a.
Jutro, też z Sitą, wybieramy się po moich praktykach na Biorytm na siłownię. A na razie nie pozostaje mi nic innego, jak udać się do spania, bo już jutro pierwszy dzień moich pierwszych w życiu praktyk w szpitalu! Ciekawe, co się wydarzy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)