Archiwum bloga

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzątanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzątanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 września 2013

Wrzesień

No i zaczęło się - jeszcze dwa lata temu sam biegłbym do szkoły, tymczasem w perspektywie mam jeszcze miesiąc wakacji... I to miesiąc, który zawsze jakoś tak dobrze mi się kojarzył - wrzesień. Chwała Panu, że nie mam żadnej poprawki, i mogę ten czas wykorzystać jak chcę.

Minione półtora tygodnia, odkąd wróciłem, to spotkania, spotkania, i jeszcze raz spotkania. Jakby nie patrzeć, odnowienie gorlickich znajomości to bardzo ważna i miła rzecz - a to byłem u Marii, a to u Pana Boga, gdzie spotkałem sporo osób z klasy z liceum, a to rodzina z Niemiec była u nas...

Zrobiłem u siebie w pokoju namiastkę przemeblowania - przestawiłem łóżko i stolik z fotelami. To właściwie wszystko, co da się zrobić, bo mój pokój, choć przestronny, jest raczej nieustawny z uwagi na położenie na poddaszu... Natomiast prawdziwą rewolucję i porządek zrobiłem wczoraj przy niewielkiej pomocy taty w szopie na narzędzia i w garażu - posprzątałem, powyrzucałem niepotrzebne rzeczy, zrobiłem miejsce na rowery, ale przede wszystkim, co zawsze podobało mi się najbardziej, powiesiłem narzędzia na ścianie.

A teraz w dalszym ciągu odpoczywam, choć w ten zły, bierny sposób... Endomondo mniej więcej od półtora tygodnia właśnie karygodnie świeci pustkami, zatem czas kupić karnet na Biorytm, i korzystać, póki można, coby potem sobie w brodę nie pluć, lub w brzuch przeogromny, co gorsza. Basen? I owszem! Zapowiada się na to, że będę teraz jeździł z Miłoszem co rano do miasta, zatem znów będzie i motywacja. Bo o ile spanie jest przyjemne, i kocham je nad życie, o tyle jak wstanie się po dziesiątej, to dnia nie ma prawie w ogóle - zmarnowany i już...

niedziela, 30 czerwca 2013

Owczary

Dzisiaj śmiało mogę powiedzieć, że czuję się spełniony.

Rano wstałem po godzinie dziewiątej na śniadanie, które zrobiła nam wszystkim mama. Zjadłem, grzecznie spytałem, czy będziemy pić kawę, i dowiedziawszy się, że nie, bo po mamę i Miłosza zaraz przyjadą babcia z dziadziem i pojadą do kościoła, poszedłem spać dalej - do godziny jedenastej trzydzieści! Uwielbiam spać, a jak na razie zanosi się na to, że to chyba ostatni raz, kiedy wysypiam się do tak późnej godziny - od jutra zaczynam praktyki w gorlickim szpitalu, więc trzeba mi będzie wstawać co rano do roboty. Stary jestem już...

Wieczorem uprasowałem sobie fartuch i zrobiłem porządek w ubraniach - a więc śmiało mogę odhaczyć kolejną rzecz z listy z planami.



Ale jeszcze popołudniem udało mi się zrobić na rowerze ponad 37 km, tak na dobry początek. Zaraz po obiedzie przykręciliśmy z dziadziem błotniki, i okazało się, że to dobra decyzja, bo wybrałem się w towarzystwie Sity do Owczar.

http://www.endomondo.com/workouts/209931005/4068443

Co Beskid Niski, to Beskid Niski - jest piękny o każdej porze roku. Trochę zastanawialiśmy się, czy nie zacznie lać, bo deszcz wisiał w powietrzu, a my postanowiliśmy dojechać aż do końca drogi asfaltowej, a nawet wyżej, do rzeki, nad którą usiedliśmy sobie na drewnianym, sfatygowanym przez burzę chyba mostku.




Oczywiście nie obyło się na tym mostku i jeszcze później bez sweet foci. Widać niektórzy przez studia praktykowali. Pierwsze zdjęcie robiłem ja, drugie Justyna - oceńcie, które bardziej się Wam podoba.




W sumie to ten deszcz nam niestraszny!


Udało się zrobić zdjęcie cerkwi w Owczarach, ale nie udało się już zrobić uczciwej foci z ręki jadąc, i ujmując jednocześnie w kadrze i cerkiew, i siebie... Szkoda. Wpadłem na pomysł, żeby jeszcze w lipcu, w ramach treningu, odwiedzić każdą z miejscowości powiatu gorlickiego. A więc pozycja pierwsza - Owczary - już zaliczona.



Na koniec wspólnej jazdy z Justyną udało się rozwikłać tajemnicę z dzieciństwa - dowiedzieć się, dokąd prowadzi droga koło domu Beniamina. Dochodzi do drogi kończącej się na Łokietka, proszę Państwa, ale okazało się, że trochę zarosła, więc zawróciliśmy, zjechaliśmy do drogi głównej, i asfaltem już na tego Łokietka zjechaliśmy.




Pożegnaliśmy się z Justyną na Słowackiego za parkiem. Ja pojechałem jeszcze do cioci Doroty, a potem do cioci Ani, a Sita pojechała do siebie do domu.

http://www.endomondo.com/workouts/209999122/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/209999093/4068443

To dopiero początek! Ha, jest lans na imienny bidon z Powerade'a.


Jutro, też z Sitą, wybieramy się po moich praktykach na Biorytm na siłownię. A na razie nie pozostaje mi nic innego, jak udać się do spania, bo już jutro pierwszy dzień moich pierwszych w życiu praktyk w szpitalu! Ciekawe, co się wydarzy...