Archiwum bloga

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezruch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezruch. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 maja 2014

Znów przyjdzie maj...

Znów przyjdzie maj
A z majem bzy...
Tak śpiewała kiedyś Beata Kozidrak. A potem szła - piechotą do lata. I rzeczywiście, bzy z naszego ogródka czuć jak tylko otworzy się drzwi w pokoju Szczepana.

Próbuję się w sobie zebrać, i za siebie zabrać. Może tak naprawdę potrzebuję do tego właśnie takiego "motywatora", jakim był dla mnie w wakacje ten blog? To był dla mnie złoty czas - co dzień w ruchu, a teraz, mimo, że pamiętam dobrze, jaką mi to wtedy sprawiało satysfakcję, dzień ucieka za dniem, i tak o, nic się nie zmienia...

(Jeśli o pisanie chodzi, również wyszedłem chyba z wprawy, bo Servus medicus stoi w miejscu, a ten mój leciwy już blog na hasło dawno mnie nie uświadczył...)

Ale! Dzisiaj na takie właściwe rozpoczęcie sezonu rowerowego, i na początek przygotowań kondycyjnych przed wyprawą, przejechałem się tam i z powrotem do Świętochłowic, odbierając przy okazji książkę o fotografii od jakiegoś uprzejmego człowieka, który robił chyba porządki w swoich rzeczach.

http://www.endomondo.com/workouts/336685448/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/336688942/4068443

Może właśnie to jest ten moment, że to moje lenistwo i nieróbstwo wreszcie przeważy jakąś szalę, i wreszcie czara goryczy się przeleje? Ostatecznie ten semestr nie jest taki ciężki... Ciężka to będzie dopiero sesja...

Tymczasem czekam na lato. Nawet Śląsk skąpany w słońcu i młodej zieleni prezentuje się całkiem uczciwie.

środa, 28 sierpnia 2013

Do Zabrza i z powrotem

Tak się już trochę w tych Gorlicach zasiedziałem, prawie tydzień, odkąd wróciłem z Wybrzeża. Miałem do tej pory gości - ciocię i wujka z Niemiec, więc jeździliśmy m.in. na Słowację, i generalnie miałem ten czas jakoś tam zorganizowany.

Jeśli idzie o ruch - zapuściłem się karygodnie, ale właściwie cały czas coś się dzieje - wbrew pozorom. Wczoraj na przykład byliśmy ze Szczepanem w Zabrzu. Pojechałem zabrać książki z biblioteki i zapisać się na 2. rok studiów, i przy okazji, czego się nie spodziewałem w ogóle, spotkaliśmy się z Martunią - taką mi Szczepan zrobił niespodziankę!


Z różnych względów nasza wczorajsza na Śląsk wycieczka znacznie się przedłużyła, i zamiast przed 18:00, byliśmy w Gorlicach po 22:00... Nawet nie zdążyłem się przebrać - pożegnałem się tylko z ciocią i wujkiem, i - zgarnąwszy wcześniej jeszcze Dominika - pojechaliśmy do Bednarki, gdzie na małą imprezę zaprosiła nas Maria.

Jak dobrze było spotkać tych wszystkich ludzi, których nie widziałem tak długo! Ola, Emila, Lepaczkowa, Oksana, Michał, Zuza... No i Maria - nie wiem, jak mogliśmy sobie na to pozwolić, że to było nasze pierwsze spotkanie od przeszło dwóch miesięcy...

W tym miejscu chciałbym pozdrowić wszystkich znajomków czytających tego bloga; okazuje się, że jednak takowi istnieją! To bardzo miłe dowiedzieć się, że ktoś tu zagląda. No i Ola - pozdrawiam Cię oficjalnie z bloga, zgodnie z obietnicą! :)