Praktyki, praktyki, i po praktykach... Minęło szybko, i teraz mogę już śmiało powiedzieć, że było w porządku, a może i trochę lepiej? :) Nawet atmosfera, no, może poza popisami jednej zarozumiałej i chyba
trochę zazdrosnej współpraktykantki (słowa "koleżanka" użyć tu nie
sposób), również była bardzo dobra.
Najważniejsze jest jednak to, że wiele się nauczyłem, a tak, jak pisałem w odpowiedzi na komentarz Natalii pod poprzednim postem, doświadczenie kontaktu z pacjentem, kiedy jeszcze tak naprawdę nic się o medycynie nie wie, uważam za bezcenne. Bardzo cieszę się, że pielęgniarki z naszego oddziału chciały nam jak najwięcej pokazać, jak najwięcej nas nauczyć. Ciekawe były też pierwsze spotkania z blokiem operacyjnym - wprawdzie nie wszystko się jeszcze rozumie; ba! - właściwie rozumie się bardzo mało, ale sama specyfika tego miejsca, i to, co robi się tam, żeby pomóc pacjentowi, pozostaną.
Zdarzyło się tak, że mieliśmy z Kasią swoje ulubione pacjentki na "jedynce", i jakoś tak nie wypadało nie pożegnać się z nimi przy końcówce praktyk. Ja wiem - nie można się przywiązywać do pacjentów, podchodzić do wszystkiego emocjonalnie, i tak dalej... Ale, prawdę powiedziawszy, to rada dla lekarzy, którymi my jeszcze nie jesteśmy. Rada dla lekarzy, których praca, siłą rzeczy, ma zupełnie inną specyfikę od tego, co robiliśmy teraz, bo i wiedza lekarzy jest najzwyczajniej znacznie większa od naszej. Nasz obecny stan wiedzy, nawet jeśli komuś wydawało się inaczej, raczej nie pozwalał na wykonywanie skomplikowanych procedur medycznych, zatem najlepszym, co mogliśmy od siebie dać, było dobre słowo i odrobina wsparcia. Z tego zadania wywiązywaliśmy się w różnym stopniu, zależnie od indywidualnych cech, temperamentu, pobudek, którymi się kierowaliśmy.
"Naszym" pacjentkom życzyliśmy dużo zdrowia, one nam natomiast na koniec praktyk i na dalsze studia życzyły wszystkiego dobrego - cierpliwości, wytrwałości, siły... Jedna z pań nawet wzruszyła się do łez, co było tak miłym i pięknym doświadczeniem, i tak motywującym do dalszego starania się, że nie potrafię teraz nawet znaleźć dobrych słów do ujęcia tego w tym zdaniu... Tego nie zabierze mi nikt i nic, nawet głupawe pomówienia nieżyczliwych mi osób.
Nie mnie jest oceniać innych, ale okazuje się, że nawet rzecz tak prosta, jak zwykła życzliwość i raczej pogodny sposób bycia zinterpretowana może zostać jako lizusostwo, co rodziło, rzecz jasna, sytuacje sporne. Pal sześć spostrzeżenia jednej osoby, która w żadnej z dziedzin nie była nigdy dla mnie autorytetem; gorzej, jak się przeciwko komuś nastawia grupę...
W tym miejscu pozostawiam to bez dalszego komentarza, bo zbiera mi się na głębszą refleksję w ramach Servusa medicusa. O, i akurat jego tytuł, rzecz jasna nieprzypadkowy, doskonale do tej refleksji będzie pasował.
Natomiast jeśli idzie o sporty moje kochane, to wczoraj byliśmy z Dydkiem na Biorytmie. Zabrakło nam godziny, o którą, w związku z ostatnim dniem, przedłużył się mój pobyt na praktykach w szpitalu. W związku z tym wczoraj tylko trochę pobiegaliśmy na bieżni, i zrobiliśmy króciutki, ogólnorozwojowy trening.
http://www.endomondo.com/workouts/220706248/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/220706790/4068443
Popołudniu trochę pomagałem rodzicom w ogródku, a potem wybraliśmy się z Sitą i Przemkiem na rowerach do Wapiennego.
http://www.endomondo.com/workouts/220921129/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/220921186/4068443
Trochę porzucaliśmy tyłkami, trochę pośmialiśmy się, i wieczór minął.
Co z miejscowości, które jeszcze zostały na liście do odwiedzenia udało się "zaliczyć"? Męcinę Małą, Męcinę Wielką, Wapienne, Rozdziele, Lipinki. Wczoraj jadąc od Pana Boga przejeżdżałem jeszcze przez Dominikowice.
A dzisiaj? Dzisiaj już zasłużone wakacje! :) Perspektywa pakowania się, które mnie wkrótce czeka, przeraża mnie... Jadę na trzynastą na basen, wcześniej mam jeszcze do załatwienia parę sprawunków w mieście, a finalnie na noc zatrzymam się u babci. No i rower, oczywiście, dzisiaj również być musi, bo pogoda dopisuje! :)
Blogo-motywator i przede wszystkim pamiętnik z wakacji pewnego studenta medycyny. Twór wysycony nadzieją na spełnienie wakacyjnych planów, okraszony dozą mniej lub bardziej głębokich refleksji, podany ze szczyptą autoironii.
Archiwum bloga
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemek. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 25 lipca 2013
środa, 17 lipca 2013
Dalsze plany
Poniedziałkowa pogoda niezbyt sprzyjała rowerowym wojażom, natomiast wczoraj pojechałem z tatą i z ciocią na działkę na czereśnie. Okazało się, że nie bardzo jest co zrywać, ale rower sobie już później darowałem...
Za to siłownia - zawsze spoko! Coraz więcej wiem, i fajnie się tak potem człowiek czuje, jak już sobie da w kość. No pain, no gain, mawiają. To i zmęczony jestem, ale szczęśliwy.
W poniedziałek na siłce towarzyszył mi Przemek i Dydek.
http://www.endomondo.com/workouts/216697562/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/216698091/4068443
Wczoraj było nas z Przemkiem tylko dwóch.
http://www.endomondo.com/workouts/216949282/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/216949568/4068443
Miałem niby chodzić na Biorytm w poniedziałki, środy i piątki, ale skoro Przemka jutro i w czwartek nie będzie, to nie będę świrował jarzębiny; różnicy mi to nie zrobi, a zawsze to we dwóch raźniej.
W międzyczasie poczytuję sobie Pana Bochenka, i powiem szczerze - zupełnie to inne czytanie; na wakacjach, dla przyjemności, to aż się chce!
Dziś po praktykach szybciutko pobiegłem na basen, przepłynąć co swoje.
http://www.endomondo.com/workouts/217446220/4068443
Popołudniu wybraliśmy się z Moniką z zamiarem zwiedzenia Odernego, Nowicy i okolic, niestety, musieliśmy zawrócić w Bielance, bo Monika była po oddawaniu krwi, i nie bardzo miała siłę na taką trasę, a już szczególnie na podjazd w Bielance.
http://www.endomondo.com/workouts/217613423/4068443
Nic straconego! Zatrzymaliśmy się u Dydka, tam chwilę posiedzieliśmy i pogadaliśmy, i potem ruszyliśmy dalej.
http://www.endomondo.com/workouts/217658639/4068443
Wpadłem jeszcze na chwilę na Justynę, a właściwie to ona zawołała mnie, bo akurat przejeżdżałem koło jej domu i zobaczyła mnie z balkonu. Pogadaliśmy, a potem, zamiast na Lipowej, wyjechałem prawie na szczycie Golgoty... Chciałem dodać kilometrów? Chciałem. To i mam za swoje!
Martwię się tylko trochę, że nie uda się zaliczyć tych wszystkich miejscowości powiatu w lipcu... Cóż, nawet jeśli - wyzwanie przeciągnie się wtedy na wrzesień, a wtedy na pewno się uda!
Jutro mam wolny dzień i nie idę na praktyki. Mam zamiar pojechać na rowerze aż za Magurę, do granicy państwa, do Koniecznej.
Za to siłownia - zawsze spoko! Coraz więcej wiem, i fajnie się tak potem człowiek czuje, jak już sobie da w kość. No pain, no gain, mawiają. To i zmęczony jestem, ale szczęśliwy.
W poniedziałek na siłce towarzyszył mi Przemek i Dydek.
http://www.endomondo.com/workouts/216697562/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/216698091/4068443
Wczoraj było nas z Przemkiem tylko dwóch.
http://www.endomondo.com/workouts/216949282/4068443
http://www.endomondo.com/workouts/216949568/4068443
Miałem niby chodzić na Biorytm w poniedziałki, środy i piątki, ale skoro Przemka jutro i w czwartek nie będzie, to nie będę świrował jarzębiny; różnicy mi to nie zrobi, a zawsze to we dwóch raźniej.
W międzyczasie poczytuję sobie Pana Bochenka, i powiem szczerze - zupełnie to inne czytanie; na wakacjach, dla przyjemności, to aż się chce!
Dziś po praktykach szybciutko pobiegłem na basen, przepłynąć co swoje.
http://www.endomondo.com/workouts/217446220/4068443
Popołudniu wybraliśmy się z Moniką z zamiarem zwiedzenia Odernego, Nowicy i okolic, niestety, musieliśmy zawrócić w Bielance, bo Monika była po oddawaniu krwi, i nie bardzo miała siłę na taką trasę, a już szczególnie na podjazd w Bielance.
http://www.endomondo.com/workouts/217613423/4068443
Nic straconego! Zatrzymaliśmy się u Dydka, tam chwilę posiedzieliśmy i pogadaliśmy, i potem ruszyliśmy dalej.
http://www.endomondo.com/workouts/217658639/4068443
Wpadłem jeszcze na chwilę na Justynę, a właściwie to ona zawołała mnie, bo akurat przejeżdżałem koło jej domu i zobaczyła mnie z balkonu. Pogadaliśmy, a potem, zamiast na Lipowej, wyjechałem prawie na szczycie Golgoty... Chciałem dodać kilometrów? Chciałem. To i mam za swoje!
Martwię się tylko trochę, że nie uda się zaliczyć tych wszystkich miejscowości powiatu w lipcu... Cóż, nawet jeśli - wyzwanie przeciągnie się wtedy na wrzesień, a wtedy na pewno się uda!
Jutro mam wolny dzień i nie idę na praktyki. Mam zamiar pojechać na rowerze aż za Magurę, do granicy państwa, do Koniecznej.
wtorek, 9 lipca 2013
I znów poniedziałek
Dzisiaj pracowity, ale bardzo dobry dzień. Sądzę, że wiele się dzisiaj nauczyłem, i jeśli chodzi o praktyki i o ruch - czuję się na dzisiaj spełniony.
Widziałem dziś dwukrotnie badanie USG i słuchałem, jak Doktor opowiadał, co jest w danym momencie wyświetlane na monitorze. Później sam próbowałem odszukać wzrokiem wspomniane narządy, zmiany, rozpoznać je, ale nie było to wcale łatwe... Bliżej południa widzieliśmy z Alą badanie rektoskopijne, a nasz dzień na oddziale rozpoczęliśmy, tradycyjnie - bo w końcu wszystko musi mieć tu określony porządek i rytm - od pomiaru ciśnienia. Było też i kilka badań EKG i innych, "codziennych" już czynności, które mieliśmy jeszcze okazję doskonalić.
A po praktykach - siłownia. Dzisiaj towarzyszył mi znów Przemek. Zaczęliśmy od rozgrzewki na bieżni.
http://www.endomondo.com/workouts/213543943/4068443
Potem ćwiczyliśmy na klatkę i na biceps - chwilami bardziej udolnie, chwilami mniej, ale na pewno rzetelnie, bo motywacji to nam nie brak, a dodatkową jej porcję zapewnił nam naoczny przykład tego, co można osiągnąć w jeden tylko rok.
http://www.endomondo.com/workouts/213544670/4068443
Po siłowni czas na chwilę odpoczynku i obiad, by popołudniu wyjechać na rower. Kierunek na dziś - Biecz i okolice.
http://www.endomondo.com/workouts/213493412/4068443
Wyjechaliśmy z Gorlic. Jechaliśmy przez Klęczany, Libuszę, fragment Korczyny i Strzeszyn (do tych dwóch zajrzę jeszcze na pewno później, kiedy "zapuszczę" się w okolice Bugaju). Dalej był już sam Biecz, gdzie zatrzymaliśmy się na chwilę na rynku i... niespodzianka! Spodziewaliśmy się, że za Bieczem znajduje się jeszcze w naszym powiecie Sitnica, a tymczasem okazuje się, że na Bieczu kończy się i powiat, i województwo, a Sitnica to w ogóle inna bajka, niezwiązana z podkarpackiem zaczynającym się w Siepietnicy.
Pamiątkowe zdjęcie pod tablicą być musi. Polecamy! Maciek B. i Przemek R.
Prawdę powiedziawszy, przejeżdżałem już tą drogą setki razy, ale nigdy jeszcze rowerem...
Dalej kierowaliśmy się na Grudną Kępską. Kto mieszka w naszym powiecie wie, jak rzadko jeżdżą tu pociągi, zwłaszcza w okolicy Gorlic. Tym większe musiało być nasze szczęście, że przyszło nam akurat czekać na przejazd pociągu na przejeździe na drodze do Grudnej.
Z Grudnej Kępskiej pojechaliśmy do Głębokiej - i tu kolejne moje zdziwienie, bo w ogóle nie wiedziałem, gdzie to jest. Słyszałem o tej miejcowości, kiedy przygotowywałem listę, ale nie zastanawiałem się nigdy, gdzie leży ona dokładnie. I w sumie dobrze - taki miał być też cel tych wycieczek - poznać lepiej swój region.
W Głębokiej chwilę pobłądziliśmy, ale ostatecznie, wypytawszy tubylców, pojechaliśmy drogą na Wójtową.
W Wójtowej krótki, rzec by się chciało, techniczny postój, i już drogą przez Libuszę-Ogniwo kierowaliśmy się na Kobylankę. Jako że mostek koło mnie jest w remoncie, pojechaliśmy z Przemkiem za parkiem, by rozstać się na Rozboju, gdzie każdy miał już, żeby było sprawiedliwie, kawałeczek pod górkę, i sporo z górki.
W tym tygodniu muszę postarać się bardziej, bo końcówka zeszłego tygodnia to nieszczególnie obfitowała w jakieś osiągnięcia... Oczywiście najważniejsze są praktyki, w międzyczasie wypadły mi też uroczystości rodzinne i wyjścia z rodzicami, ale z drugiej strony, jak to mówią: kto chce - szuka sposobu, kto nie chce - wymówek; także moje sumienie nie jest do końca czyste, kajam się więc grzecznie!
Bo wiecie co? Odpuszczanie sobie wcale nie czyni człowieka szczęśliwszym, no, może na pięć minut pozwala mu czuć zadowolenie, ale nie szczęście. W dłuższej perspektywie jednak przytłacza. Trzeba o siebie walczyć, czasy takie, że walczyć trzeba każdego dnia! A niby spokojne...
Bo to uczucie, gdy człowiek idzie spać taki zmęczony, ale spełniony... Ono jest bezcenne! I ja dzisiaj takie mam. Właśnie dlatego warto!
Dobranoc.
Widziałem dziś dwukrotnie badanie USG i słuchałem, jak Doktor opowiadał, co jest w danym momencie wyświetlane na monitorze. Później sam próbowałem odszukać wzrokiem wspomniane narządy, zmiany, rozpoznać je, ale nie było to wcale łatwe... Bliżej południa widzieliśmy z Alą badanie rektoskopijne, a nasz dzień na oddziale rozpoczęliśmy, tradycyjnie - bo w końcu wszystko musi mieć tu określony porządek i rytm - od pomiaru ciśnienia. Było też i kilka badań EKG i innych, "codziennych" już czynności, które mieliśmy jeszcze okazję doskonalić.
A po praktykach - siłownia. Dzisiaj towarzyszył mi znów Przemek. Zaczęliśmy od rozgrzewki na bieżni.
http://www.endomondo.com/workouts/213543943/4068443
Potem ćwiczyliśmy na klatkę i na biceps - chwilami bardziej udolnie, chwilami mniej, ale na pewno rzetelnie, bo motywacji to nam nie brak, a dodatkową jej porcję zapewnił nam naoczny przykład tego, co można osiągnąć w jeden tylko rok.
http://www.endomondo.com/workouts/213544670/4068443
Po siłowni czas na chwilę odpoczynku i obiad, by popołudniu wyjechać na rower. Kierunek na dziś - Biecz i okolice.
http://www.endomondo.com/workouts/213493412/4068443
Wyjechaliśmy z Gorlic. Jechaliśmy przez Klęczany, Libuszę, fragment Korczyny i Strzeszyn (do tych dwóch zajrzę jeszcze na pewno później, kiedy "zapuszczę" się w okolice Bugaju). Dalej był już sam Biecz, gdzie zatrzymaliśmy się na chwilę na rynku i... niespodzianka! Spodziewaliśmy się, że za Bieczem znajduje się jeszcze w naszym powiecie Sitnica, a tymczasem okazuje się, że na Bieczu kończy się i powiat, i województwo, a Sitnica to w ogóle inna bajka, niezwiązana z podkarpackiem zaczynającym się w Siepietnicy.
Pamiątkowe zdjęcie pod tablicą być musi. Polecamy! Maciek B. i Przemek R.
Prawdę powiedziawszy, przejeżdżałem już tą drogą setki razy, ale nigdy jeszcze rowerem...
Dalej kierowaliśmy się na Grudną Kępską. Kto mieszka w naszym powiecie wie, jak rzadko jeżdżą tu pociągi, zwłaszcza w okolicy Gorlic. Tym większe musiało być nasze szczęście, że przyszło nam akurat czekać na przejazd pociągu na przejeździe na drodze do Grudnej.
Z Grudnej Kępskiej pojechaliśmy do Głębokiej - i tu kolejne moje zdziwienie, bo w ogóle nie wiedziałem, gdzie to jest. Słyszałem o tej miejcowości, kiedy przygotowywałem listę, ale nie zastanawiałem się nigdy, gdzie leży ona dokładnie. I w sumie dobrze - taki miał być też cel tych wycieczek - poznać lepiej swój region.
W Głębokiej chwilę pobłądziliśmy, ale ostatecznie, wypytawszy tubylców, pojechaliśmy drogą na Wójtową.
W Wójtowej krótki, rzec by się chciało, techniczny postój, i już drogą przez Libuszę-Ogniwo kierowaliśmy się na Kobylankę. Jako że mostek koło mnie jest w remoncie, pojechaliśmy z Przemkiem za parkiem, by rozstać się na Rozboju, gdzie każdy miał już, żeby było sprawiedliwie, kawałeczek pod górkę, i sporo z górki.
W tym tygodniu muszę postarać się bardziej, bo końcówka zeszłego tygodnia to nieszczególnie obfitowała w jakieś osiągnięcia... Oczywiście najważniejsze są praktyki, w międzyczasie wypadły mi też uroczystości rodzinne i wyjścia z rodzicami, ale z drugiej strony, jak to mówią: kto chce - szuka sposobu, kto nie chce - wymówek; także moje sumienie nie jest do końca czyste, kajam się więc grzecznie!
Bo wiecie co? Odpuszczanie sobie wcale nie czyni człowieka szczęśliwszym, no, może na pięć minut pozwala mu czuć zadowolenie, ale nie szczęście. W dłuższej perspektywie jednak przytłacza. Trzeba o siebie walczyć, czasy takie, że walczyć trzeba każdego dnia! A niby spokojne...
Bo to uczucie, gdy człowiek idzie spać taki zmęczony, ale spełniony... Ono jest bezcenne! I ja dzisiaj takie mam. Właśnie dlatego warto!
Dobranoc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









