Archiwum bloga

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 lipca 2014

Wakacje 2014!

No i się doczekałem. A naprawdę, doczekać się tych wakacji nie mogłem. Sześć lat medycyny w pięć lat to stanowczo nie był dobry pomysł, ale nie ma co narzekać, trzeba iść dalej...

Biochemia i mikrobiologia zdane, co z fizjo - okaże się jutro, ale na pewno trzeba mi będzie zajrzeć do niej jeszcze w wakacje, bo znowu - to najważniejszy przedmiot, i najgorzej przeze mnie przyswojony...

Ale na razie - odpoczywam. Przynajmniej częściowo, bo od dzisiaj mam praktyki. W czwartek po fizjologii spędzaliśmy razem czas ze znajomymi na boisku przy akademiku, a od piątku do niedzieli czilowaliśmy sobie z Gabrynią w Krakowie. (tj. Ciechocinku; tu na zdjęciu wyglądamy prawie jak Ellie Goulding i Calvin Harris.)


Plany? I owszem, są, jak zawsze. Zatem Anatomia lata wraca do łask! :)

Tak ogólnie, to przede wszystkim marzyła mi się przez cały rok wyprawa rowerowa. Wstępny plan to trasa: Gorlice - Domasza (SK) - Bardejów (SK) - Pieniny - Śląsk Cieszyński (CZ/PL). Oprócz tego wyjeżdżam z rodzicami nad morze w piątek, no i siłka - w te wakacje bardziej na poważnie, niż w poprzednie, bo i sesyjny brzuch trzeba zrzucić...

Wydaje mi się, że warto też powrócić do idei odwiedzenia na rowerze każdej miejscowości powiatu gorlickiego, bo to, co zrobiłem do tej pory, już dało mi całkiem spore rozeznanie w topografii naszych terenów.

Oprócz tego wszystkiego - proza życia. A to porządek w szafie, a to wkleić zdjęcia do albumu... Standard.

Szybko i nieskładnie być może dzisiaj piszę, ale piszę na szybko, bo strasznie jestem już zmęczony. Po pierwsze upałem, po drugie wypakowywaniem reszty rzeczy z Zabrza, po które z Tatą i Szczepanem byliśmy u Magdy w Bobowej, po trzecie w końcu, wykładami nt. BHP. O, tak mi minął pierwszy dzień praktyk, a od jutra - kolejne cztery dni na SORze.

Język mi poza tym trochę zdziczał od tej niemal rocznej przerwy w blogowaniu, bo i swój mały prywatny blogopamiętnik zaniedbałem, no i Servus medicus przerodził się jakby w teatr jednego aktora... Ale to nic! Liczę na to, że wkrótce powrócę do wprawy, w końcu zamierzam bywać tu teraz znacznie częściej! :)

sobota, 29 czerwca 2013

Norymberska gwiazdy!

No to wracam do świata żywych. Zaktualizowałem listę planów po prawej stronie bloga i z dumą dodałem zdany egzamin z anatomii do tych, które już udało się zrealizować. Nie no, nie było ze mną źle, ale potrzebowałem odreagować... W środę bawiłem się w Zabrzu, a w czwartek z dziewczynami na Norymberskiej w znienawidzonym Krakowie. I zanim tak człowiek wrócił do domu, było piątkowe popołudnie. Zmęczony, ani mi w głowie pisać, a tu jeszcze dla babci zdjęcia do ramki trzeba było zgrać, bo dzisiaj byliśmy w restauracji na jej z dziadkiem czterdziestopięcioleciu ślubu. I tak wróciliśmy, to się rozpakowałem, bo za chwilę przyjechał Szczepan, przywiózł resztę moich rzeczy, w tym dwie najważniejsze w świecie: rolki i rower! A więc krok po kroku zbliżam się do realizacji swoich planów.

A tak bawiliśmy się na Norymberskiej - w jedynym miejscu, które lubię w Krakowie:








To tylko kilka ze zdjęć - moje ulubione jest to ostatnie z medytacją i manifestem pokolenia. Szkoda tylko, że imprezę uświetniło nam krakowskie MPK. Wprawdzie ode mnie wyłudzili tylko 10 zł za to, że nie miałem przy sobie legitymacji, bo zapobiegawczo nie brałem do Afery portfela, ale z dziewczynami było trochę gorzej...

Ale mimo wszystko jest ogólnie, jak na razie, cudownie. Nie bardzo wiem tylko, co mam ze sobą zrobić? Człowiek był przyzwyczajony jednak, zwłaszcza przez ostatni miesiąc, że prawie każdą chwilę wypełniała nauka, a tu co? Trzeba się przestawić, byle nie za bardzo!

Jutro około czternastej umówiłem się z sąsiadem na wyjazd na rowerach do Owczar, tak, na rozruszanie się. Chyba się wezmę jeszcze dzisiaj za porządkowanie ubrań, może nie wszystkich, ale chociaż tych, które przywiózł Szczepan.

Idę na razie, na tarasie są babci i pozostali goście, bo z restauracji przyjechali jeszcze tutaj. A wieczorem pewnie będę miał wenę na Servusa - tak coś czuję.